czwartek, 17 kwietnia 2014

Rozdział 4.

- To ja może nie będę wam przeszkadzać. - powiedziała Elizabeth z przekornym uśmieszkiem na twarzy.
- W końcu ktoś, kto rozumie, że należy nam się odrobina prywatności! - wykrzyknął sarkastycznie Harry.
- Rozumiem że do tej pory przerywano wam w nieodpowiednich momentach. - mruknęła porozumiewawczo moja przyjaciółka. - Cóż, chyba wpadnę kiedy indziej. - ona nie mówi serio, co nie?
- Daj znać jak skończycie, Em. - znów ten wkurwiający uśmieszek.
- Stój! - krzyknęłam przerażona tym, że ona naprawdę chciała wyjść i zostawić mnie z nim.
Zatrzymała się w pół kroku i spojrzała na mnie uważnie. - Zostajesz. Pan Styles właśnie wychodził.
- Ach... czyli teraz jesteśmy na "pan"? - muszę przyznać,  że te jego dołeczki są urocze. - Nigdzie się nie spieszę. Jak już mówiłem, zaczekam na Louisa.
Louis do domu! Natychmiast!
- W porządku. - wcale nie. - W takim razie my idziemy na górę, a ty czuj się jak u siebie w domu. - bardziej sztucznie już uśmiechnąć się nie mogłam.
- No co ty? Zostawisz gościa samego? A jak coś ukradnę? - co się, kurwa szczerzysz?
- Mało mnie to. - warknęłam i zaczęłam iść w kierunku schodów ciągnąc moją koleżankę za rękę.
- Kto cię wychowywał? - to chyba miał być żart, ale zabolało jak cholera.
"On nie wie o twoich rodzicach. Nie obwiniaj go".
Spojrzałam w jego stronę z mokrymi oczami.
- O to ci chodziło? Chciałeś mnie zgnębić? Doprowadzić do płaczu? - wyszeptałam łamiącym się głosem.
- Nie, nie. Zaczekaj. Przysięgam, że nie o to mi chodziło. - czy ja słyszę zmartwienie w jego głosie?
- Nie wiesz jak to jest wychowywać się bez matki i na dobrą sprawę bez ojca. Nie możesz wiedzieć jak ja się czuję. Próbuję zapomnieć o tych wszystkich koszmarach z przeszłości, a ty, zupełnie nieznajomy człowiek, wpadasz do mojego domu i ot tak wszystko psujesz! - zupełnie zapomniałam o obecności mojej przyjaciółki.
- Jeśli ci ulży, to ja też nie mam ojca! Też jestem zdany na siebie! Muszę opiekować się nie tylko sobą, ale także własną matką, która nie ma siły, by pracować, a jej leki kosztują majątek! - kim on jest, żeby tu tak wpadać i mówić mi takie rzeczy?
- Louis miał rację mówiąc, że jesteś wkurwiająca i uparta! - wydarł się na mnie.
Co?
- Louis tak powiedział? - nie kontrolowałam już łez, które spływały po moich policzkach.
Chłopak otworzył szeroko oczy i zakrył usta dłonią. Czyli jednak to prawda.
- N-nie chodziło mi o oto. - wyjąkał.
- A o co? - milczał. - Tak myślałam.
- Możesz już wyjść. - powiedziałam patrząc na ścianę za nim, na której wisiało wspólne zdjęcie, moje i Tommo. Harry ze smutkiem skierował wzrok na podłogę i ruszył w stronę drzwi.
- Chociaż... zostań. Ja wyjdę. - iskierka nadziei, która przed chwilą błysnęła w jego oczach, została zastąpiona poczuciem winy.
- Nie. To twój dom, a ja nie miałem prawa tu przychodzić. - sprzeciwił się cicho.
Ignorując go wzięłam swoją torebkę i włożyłam do niej telefon oraz portfel.
- Powiedz Louisowi, że jestem mu wdzięczna, za wszystko co mi dał i jest mi przykro, że niszczyłam mu życie przez te miesiąc. Więcej mnie nie zobaczy.
Podeszłam do drzwi i zauważyłam w nich mojego byłego już współlokatora. Spoglądał zdezorientowany to na mnie, to na Stylesa.
- Wyjaśni mi ktoś co tu się dzieje? - zapytał zerkając w kierunku Elizabeth. Chyba liczył, że ona mu coś powie.
Wzruszyła ramionami i pokręciła głową, jakby chciała mu powiedzieć, że nie jest pewna o co chodzi. Złapałam jego rękę i włożyłam w nią klucze od domu i samochodu.
- Dziękuję. - tylko na tyle było mnie stać. - Ubrania zabiorę kiedy znajdę nowe mieszkanie. - moja twarz nie wyrażała żadnych emocji, w przeciwieństwie do Lousia, który patrzył na mnie wyraźnie zaskoczony.
- Żegnaj. - dodałam.
Wyszłam na zewnątrz sprawdzając czy El idzie za mną.
- Mogę zatrzymać się u ciebie? - spytałam.
- Oczywiście. - wymamrotała, przyglądając się mojej bladej twarzy.
- Kurwa, Styles! Posrało cię?! Coś ty jej do chuja nagadał?! - Harry chyba wyjaśnił Tomlinsonowi o co chodzi.
Mój przyjaciel wybiegł przed dom i spojrzał na mnie z przerażeniem.
- To nie tak! Naprawdę! Daj mi wytłumaczyć. - błagał.
- Przepraszam. - mruknęłam i wybiegłam na chodnik w obawie, że znów się rozpłaczę.
Czym ja sobie zasłużyłam na takie życie?

_______________________________________________________________________________

Hej :)
Za nami rozdział czwarty, yey!
Nie wiem czy powinnam go wstawiać, bo nikt nie komentuje, a wejść przybywa. O co chodzi?
_______________________________________________________________________________
 Pamiętajcie też, że możecie odwiedzić zakładkę "Informowani" i wpisać się w komentarzu :)

O tym, kiedy dodam rozdział 5 napiszę w takim magicznym miejscu, tam po lewej stronie i na twitterze  [KLIK].

To chyba tyle z cyklu "życiowe rady".
Aj law ju <3

3 komentarze: