***
(Emily)
(Emily)
- Zamknij oczy. - zażądał. Spełniłam jego prośbę tylko dlatego, że nie lubiłam, gdy był wkurwiony.
Poczułam zdecydowany uścisk na mojej talii, a chwilę później byłam już prowadzona w jakimś nieznanym mi kierunku.
Wiem tylko tyle, że przyjechaliśmy tu samochodem. Nie zajęło nam to dużo czasu, ho po kilku minutach byliśmy na miejscu. Znajdowaliśmy się w zupełnie obcej mi części Londynu. Miałam wrażenie, że Harry specjalnie zaparkował samochód trochę dalej od miejsca, do którego mnie zabarł tylko po to, abym nie wiedziała gdzie ono się znajduje.
Dłonią wymacałam klamkę do drzwimi i pchnęłam je mocno, w skutek czego uchyliły się. Przecisnęłam się do środka, a do mojego nosa trafił cudowny zapach... chleba?
Nie... on nie mógł mnie chyba zabrać do... niee.
- Jak zwykle spóźniony. - westchnęła osoba znajdująca się niedaleko mnie, jednak po głosie rozpoznałam, że to nie Harry.
Odsłoniłam oczy i spojrzałam w kierunku, z którego dochodził dźwięk.
Mój wzrok natychmiast przykuła czapeczka znajdująca się na głowie mężczyzny. O, mój Boże. Przecież... Harry ma taką samą!
Jestem w piekarni, w której pracuje Hazz!
Prawie wybuchnęłam śmiechem, zanim do moich uszu dotarło ciche mruknięcie faceta, najprawdopodobniej szefa chłopaka.
- Możesz mi tu przyprowadzać częściej takie laseczki. - uśmiechnął się do mnie zawadiacko.
- Chyba cię pojebało. - zaśmiał się sarkastycznie.
- A co? Może ta panienka jest twoja, hmm? - prowokował dalej.
- Tak, jest, więc dobrze ci radzę, żebyś się od niej odpierdolił. - warknął mój... chłopak? Właśnie. Po jaką cholerę powiedział, że jestem jego? Żeby to jeszcze była prawda! Pewnie chciał się tylko popisać przed swoim kolegą nową zdobyczą. Auć.
Facet zamrugał kilkakrotnie oczami i przeniósł zdziwiony wzrok na mnie.
Och, nie martw się, stary. Ja też nie wiem o co tu chodzi.
Z jednej strony bałam się, że to faktycznie tylko próba zaimponowania przed znajomym. Jednak coś podpowiadało mi, że Harry miał jakiś lepszy powód, żeby mnie tak nazwać. Postanowiłam nie podważać jego zdania i skinęłam tylko głową.
- Uhh... okey. - mruknął pod nosem... ugh...muszę się w końcu dowiedzieć jak ten gość ma na imię.
Chwilę później podszedł do Harry'ego i powiedział mu coś na ucho, na co chłopak tylko zacisnął pięści i obrzucił go groźnym spojrzeniem.
Gdyby na mnie tak popatrzył, to już dawno miałabym pełne gacie. Serio.
Jego wzrok złagodniał, kiedy przeniósł go na mnie. Miałam zaplecione na piersiach ręce i wyczekująco stukałam butem o podłogę.
Widziałam jak stara się nie śmiać z mojej buntowniczej postawy.
- Wyjaśnisz mi co tu się właściwie stało? - spytałam ostro.
Kiwnął głową i założył firmową czapeczkę. Nie wytrzymałam i parsknęłam śmiechem. Uśmiechnął się w odpowiedzi na moją reakcję.
- Ej. - puścił mi oczko. - Mów co chcesz, ale my też mamy tu pewne zasady.
- Jasne. - sarkazm w moim głosie był wyraźnie słyszalny.
- Zacznę od tego, że przepraszam. - powiedział już poważnie.
- Robi się ciekawie, mów dalej. - mały uśmiech wdarł się na jego usta.
- Luke to kawał chuja. - na twarzy chłopaka pojawił się grymas. - Rozkochuje w sobie wszystkie ładne dziewczyny, zalicza je i zostawia ze złamanym sercem. Nie chciałem, żeby ciebie też to spotkało.
Trochę mi ulżyło, szczerze mówiąc.
- Zaczekaj. Odzywałeś się do niego trochę... wulgarnie. To twój szef?
- Nie. - zaprzeczył, chichocząc. - On tylko obsługuje kasę.
- To znaczy... ty robisz chleb, bułki i inne takie?! - wytrzeszczyłam oczy.
- Tak. - przyznał niechętnie.
Podeszłam do niego i cmoknęłam lekko czerwony ze wstydu policzek. To stawało się już naszą tradycją. Muszę mu w końcu powiedzieć o Tom'ie. On zdradził mi dużo swoich sekretów, a ja nadal jestem dziwnie zamknięta w sobie.
Moment...
- Harry? - zagadnęłam. Widziałam ulgę w jego oczach, gdy domyślił się, że zamierzam zmienić temat rozmowy.
No ja bym się na twoim miejscu tak nie cieszyła.
- Co ci powiedział ten cały Luke? - zmarszczyłam brwi.
Chyba nie załapał o co mi chodzi.
- No wiesz. Na ucho, zanim wyszedł. - wyjaśniłam.
- Och... nic takiego... - rzucił niby od niechcenia, ale jego oczy pełne były niepokoju.
- Wyglądałeś na zdenerwowanego. - próbowałam w jakiś inny sposób nakłonić go do mówienia.
- To nic, czym powinnaś się martwić. - zlekceważył mnie.
Kurwa, zlekceważył mnie! Co to, to nie!
- Mów. - rozkazałam.
- To nic takiego.
- W takim razie mi powiedz. Interesuję się nieistotnymi rzeczami, a teraz gadaj. - zarządziłam.
Między jego brwiami pojawiła się wyraźna zmarszczka, oznaka zdenerwowania.
- Że i tak cię przeleci. - burknął cicho. - I nawet ja go nie powstrzymam. - dokończył.
Powinnam czuć niebezpieczeństwo? Jakoś przy Harry'm byłam dziwnie spokojna.
Westchnęłam i znów go pocałowałam, tym razem w usta.
- Najpierw będzie musiał zmierzyć się z tobą, a jestem pewna, że nie wyjdzie z tego cały i zdrowy. - uśmiechnęłam się pocieszająco.
Przyznał mi rację i pociągnął w kierunku kasy.
- Pomożesz mi? - zapytał z dziecięcym wręcz uśmiechem.
- Taa. - uniosłam kąciki ust ku górze.
Przyciągnął mnie do siebie i oplótł ramionami. Umieścił głowę wśród moich włosów, szturchając je od czasu do czasu nosem.
Szybko oderwał się ode mnie, kiedy nagle coś mu się przypomniało.
Sięgnął dłonią pod blat i wyciągnął stamtąd czapeczkę, dokładnie taką samą jak jego.
- Ja tego nie założę! - moje oczy podwoiły swoje rozmiary.
- No dawaj. - cieszył się jak szczerbaty na suchary.
- Nie ma nawet mowy. - ucięłam kategorycznie.
- Proszę...
- Ugh... dobra! - warknęłam.
Włożyłam na głowę to coś i uśmiechnęłam się fałszywie.
- Uśmiech! - krzyknął Harry i zanim zdążyłam się zorientować co robi, przed oczami mignęło mi jakieś światełko, a w pomieszczeniu dało się usłyszeć dźwięk robionego zdjęcia.
Zabiję go.
- Usuń to. - powiedziałam spokojnie.
- Nie. - ukazał rząd bielusieńkich zębów w swoim perfekcyjnym uśmiechu.
Starałam się wyszarpnąć aparat z jego ręki, niestety podniósł ją tak wysoko, że nie byłam w stanie.
- Oddaj mi aparat. - wycedziłam wolno.
Potrząsnął głową w rozbawieniu.
- Chociaż pokaż mi to zdjęcie. - poprosiłam marudnym tonem.
Chwilę jakby się zastanawiał i nieśpiesznie podsunął urządzenie do mojej twarzy. Spojrzałam na zdjęcie. Gdyby nie ta głupia czapeczka, muszę przyznać, że wyszłabym świetnie.
Jeszcze raz spróbowałam wyrwać mu aparat, jednak jego refleks był naprawdę dobry.
Zaśmiał się cicho i schował urządzenie do tylnej kieszeni swoich spodni. Wyglądał na szczęśliwego.
Ciekawe, czy jego humor będzie taki dobry, gdy dowie się o Tom'ie.
Poczułam zdecydowany uścisk na mojej talii, a chwilę później byłam już prowadzona w jakimś nieznanym mi kierunku.
Wiem tylko tyle, że przyjechaliśmy tu samochodem. Nie zajęło nam to dużo czasu, ho po kilku minutach byliśmy na miejscu. Znajdowaliśmy się w zupełnie obcej mi części Londynu. Miałam wrażenie, że Harry specjalnie zaparkował samochód trochę dalej od miejsca, do którego mnie zabarł tylko po to, abym nie wiedziała gdzie ono się znajduje.
Dłonią wymacałam klamkę do drzwimi i pchnęłam je mocno, w skutek czego uchyliły się. Przecisnęłam się do środka, a do mojego nosa trafił cudowny zapach... chleba?
Nie... on nie mógł mnie chyba zabrać do... niee.
- Jak zwykle spóźniony. - westchnęła osoba znajdująca się niedaleko mnie, jednak po głosie rozpoznałam, że to nie Harry.
Odsłoniłam oczy i spojrzałam w kierunku, z którego dochodził dźwięk.
Mój wzrok natychmiast przykuła czapeczka znajdująca się na głowie mężczyzny. O, mój Boże. Przecież... Harry ma taką samą!
Jestem w piekarni, w której pracuje Hazz!
Prawie wybuchnęłam śmiechem, zanim do moich uszu dotarło ciche mruknięcie faceta, najprawdopodobniej szefa chłopaka.
- Możesz mi tu przyprowadzać częściej takie laseczki. - uśmiechnął się do mnie zawadiacko.
- Chyba cię pojebało. - zaśmiał się sarkastycznie.
- A co? Może ta panienka jest twoja, hmm? - prowokował dalej.
- Tak, jest, więc dobrze ci radzę, żebyś się od niej odpierdolił. - warknął mój... chłopak? Właśnie. Po jaką cholerę powiedział, że jestem jego? Żeby to jeszcze była prawda! Pewnie chciał się tylko popisać przed swoim kolegą nową zdobyczą. Auć.
Facet zamrugał kilkakrotnie oczami i przeniósł zdziwiony wzrok na mnie.
Och, nie martw się, stary. Ja też nie wiem o co tu chodzi.
Z jednej strony bałam się, że to faktycznie tylko próba zaimponowania przed znajomym. Jednak coś podpowiadało mi, że Harry miał jakiś lepszy powód, żeby mnie tak nazwać. Postanowiłam nie podważać jego zdania i skinęłam tylko głową.
- Uhh... okey. - mruknął pod nosem... ugh...muszę się w końcu dowiedzieć jak ten gość ma na imię.
Chwilę później podszedł do Harry'ego i powiedział mu coś na ucho, na co chłopak tylko zacisnął pięści i obrzucił go groźnym spojrzeniem.
Gdyby na mnie tak popatrzył, to już dawno miałabym pełne gacie. Serio.
Jego wzrok złagodniał, kiedy przeniósł go na mnie. Miałam zaplecione na piersiach ręce i wyczekująco stukałam butem o podłogę.
Widziałam jak stara się nie śmiać z mojej buntowniczej postawy.
- Wyjaśnisz mi co tu się właściwie stało? - spytałam ostro.
Kiwnął głową i założył firmową czapeczkę. Nie wytrzymałam i parsknęłam śmiechem. Uśmiechnął się w odpowiedzi na moją reakcję.
- Ej. - puścił mi oczko. - Mów co chcesz, ale my też mamy tu pewne zasady.
- Jasne. - sarkazm w moim głosie był wyraźnie słyszalny.
- Zacznę od tego, że przepraszam. - powiedział już poważnie.
- Robi się ciekawie, mów dalej. - mały uśmiech wdarł się na jego usta.
- Luke to kawał chuja. - na twarzy chłopaka pojawił się grymas. - Rozkochuje w sobie wszystkie ładne dziewczyny, zalicza je i zostawia ze złamanym sercem. Nie chciałem, żeby ciebie też to spotkało.
Trochę mi ulżyło, szczerze mówiąc.
- Zaczekaj. Odzywałeś się do niego trochę... wulgarnie. To twój szef?
- Nie. - zaprzeczył, chichocząc. - On tylko obsługuje kasę.
- To znaczy... ty robisz chleb, bułki i inne takie?! - wytrzeszczyłam oczy.
- Tak. - przyznał niechętnie.
Podeszłam do niego i cmoknęłam lekko czerwony ze wstydu policzek. To stawało się już naszą tradycją. Muszę mu w końcu powiedzieć o Tom'ie. On zdradził mi dużo swoich sekretów, a ja nadal jestem dziwnie zamknięta w sobie.
Moment...
- Harry? - zagadnęłam. Widziałam ulgę w jego oczach, gdy domyślił się, że zamierzam zmienić temat rozmowy.
No ja bym się na twoim miejscu tak nie cieszyła.
- Co ci powiedział ten cały Luke? - zmarszczyłam brwi.
Chyba nie załapał o co mi chodzi.
- No wiesz. Na ucho, zanim wyszedł. - wyjaśniłam.
- Och... nic takiego... - rzucił niby od niechcenia, ale jego oczy pełne były niepokoju.
- Wyglądałeś na zdenerwowanego. - próbowałam w jakiś inny sposób nakłonić go do mówienia.
- To nic, czym powinnaś się martwić. - zlekceważył mnie.
Kurwa, zlekceważył mnie! Co to, to nie!
- Mów. - rozkazałam.
- To nic takiego.
- W takim razie mi powiedz. Interesuję się nieistotnymi rzeczami, a teraz gadaj. - zarządziłam.
Między jego brwiami pojawiła się wyraźna zmarszczka, oznaka zdenerwowania.
- Że i tak cię przeleci. - burknął cicho. - I nawet ja go nie powstrzymam. - dokończył.
Powinnam czuć niebezpieczeństwo? Jakoś przy Harry'm byłam dziwnie spokojna.
Westchnęłam i znów go pocałowałam, tym razem w usta.
- Najpierw będzie musiał zmierzyć się z tobą, a jestem pewna, że nie wyjdzie z tego cały i zdrowy. - uśmiechnęłam się pocieszająco.
Przyznał mi rację i pociągnął w kierunku kasy.
- Pomożesz mi? - zapytał z dziecięcym wręcz uśmiechem.
- Taa. - uniosłam kąciki ust ku górze.
Przyciągnął mnie do siebie i oplótł ramionami. Umieścił głowę wśród moich włosów, szturchając je od czasu do czasu nosem.
Szybko oderwał się ode mnie, kiedy nagle coś mu się przypomniało.
Sięgnął dłonią pod blat i wyciągnął stamtąd czapeczkę, dokładnie taką samą jak jego.
- Ja tego nie założę! - moje oczy podwoiły swoje rozmiary.
- No dawaj. - cieszył się jak szczerbaty na suchary.
- Nie ma nawet mowy. - ucięłam kategorycznie.
- Proszę...
- Ugh... dobra! - warknęłam.
Włożyłam na głowę to coś i uśmiechnęłam się fałszywie.
- Uśmiech! - krzyknął Harry i zanim zdążyłam się zorientować co robi, przed oczami mignęło mi jakieś światełko, a w pomieszczeniu dało się usłyszeć dźwięk robionego zdjęcia.
Zabiję go.
- Usuń to. - powiedziałam spokojnie.
- Nie. - ukazał rząd bielusieńkich zębów w swoim perfekcyjnym uśmiechu.
Starałam się wyszarpnąć aparat z jego ręki, niestety podniósł ją tak wysoko, że nie byłam w stanie.
- Oddaj mi aparat. - wycedziłam wolno.
Potrząsnął głową w rozbawieniu.
- Chociaż pokaż mi to zdjęcie. - poprosiłam marudnym tonem.
Chwilę jakby się zastanawiał i nieśpiesznie podsunął urządzenie do mojej twarzy. Spojrzałam na zdjęcie. Gdyby nie ta głupia czapeczka, muszę przyznać, że wyszłabym świetnie.
Jeszcze raz spróbowałam wyrwać mu aparat, jednak jego refleks był naprawdę dobry.
Zaśmiał się cicho i schował urządzenie do tylnej kieszeni swoich spodni. Wyglądał na szczęśliwego.
Ciekawe, czy jego humor będzie taki dobry, gdy dowie się o Tom'ie.
______________________________________________________________
HEJ :)
HEJ :)
STARAŁAM SIĘ, ŻEBY WYSZEDŁ DŁUŻSZY, NIE WIEM CZY MI SIĘ UDAŁO, ALE MAM NADZIEJĘ, ŻE BĘDZIECIE ZADOWOLENI :)
BTW. W KOMENTARZACH MOŻECIE NAPISAĆ SWOJE PRZYPUSZCZENIA CO DO TEGO, KIM JEST TAJEMNICZY TOM XD
DO JUTRA ;*
__________________________AKTUALIZACJA_____________________________
KOLEJNY ROZDZIAŁ POJAWI SIĘ PRAWDOPODOBNIE W SOBOTĘ WIECZOREM (OKOŁO GODZINY 22).
DODAŁAM W ZAKŁADCE BOHATEROWIE TOM'A, WIĘC MOŻECIE OBCZAIĆ JEGO WYGLĄD ;)
HYHY, A JA WIEM KIM ON BĘDZIE, A WY NIE XOXO
DOBRA, NIE BĘDĘ PRZYNUDZAĆ. DZISIAJ MAŁY WYJĄTEK, BO NIE BĘDZIE GIFA Z MINIONKAMI
BOŻE, JAKI ZE MNIE POTWÓR.
__________________________AKTUALIZACJA_____________________________
KOLEJNY ROZDZIAŁ POJAWI SIĘ PRAWDOPODOBNIE W SOBOTĘ WIECZOREM (OKOŁO GODZINY 22).
DODAŁAM W ZAKŁADCE BOHATEROWIE TOM'A, WIĘC MOŻECIE OBCZAIĆ JEGO WYGLĄD ;)
DOBRA, NIE BĘDĘ PRZYNUDZAĆ. DZISIAJ MAŁY WYJĄTEK, BO NIE BĘDZIE GIFA Z MINIONKAMI
O KURWA, CAŁY CZAS Z TEGO LEJĘ XDD
BYE.
BYE.


Hahaha ja teeż xD kur** lepsze od minionków hahaha - niby już to widziałam ale to nadal jest... po prostu... hahahahahahaha czekam na next skarbie :) hmm a kim mógł być Tom ?? Szczerze to nie wiem...
OdpowiedzUsuńSuper <3 Akcja zaczyna się rozkręcać :-) Szczerze to nie mam pojęcia kim mógłby być Tom... Może jakiś psychiczny eks, który ją prześladuje, a w dodatku jest dilerem? Chyba jednak nie aż tak :-) Kocham i czekam na nexta <3
OdpowiedzUsuń