Czułam, że jakaś bardzo natrętna osoba stara się mnie obudzić.
- Spierdalaj. - odpowiedziałam zaspanym głosem.
- Faktycznie, ładny mamy dziś dzień. - odparował znany mi głos, ale zabijcie mnie, nie mogłam skojarzyć kto to.
- Spierdalaj. - powtórzyłam z nadzieją, że ktokolwiek tu jest, zaraz sobie pójdzie.
- Nigdzie się nie wybieram. - uchyliłam lekko jedną powiekę i ujrzałam chłopaka z burzą loków na głowie. Jęknęłam głośno i zakryłam głowę poduszką. Harry zaśmiał się, po czym delikatnie połaskotał moje stopy. Zerwałam się z piskiem do pozycji siedzącej i odgarnęłam opadające na moją twarz włosy.
- Czego? - burknęłam, wciąż niezadowolona z wcześniejszej pobudki.
- Strasznie chrapiesz. - odpowiedział, jak gdyby nigdy nic.
- Jeśli już powiedziałeś to, co miałeś zamiar to możesz sobie iść. -
Obudził mnie, żeby mi powiedzieć, że chrapię?
- Nope. To jeszcze nie wszystko.
- Więc słucham. - wcale nie.
- Spóźnisz się do pracy.
- Która godzina? - otworzyłam szeroko oczy.
- Za piętnaście dziewiąta.
- Kurwa. - wymamrotałam i zeskoczyłam z łóżka.
W pośpiechu zebrałam wszystkie najpotrzebniejsze rzeczy i złapałam do ręki pierwszą bluzkę, która rzuciła mi się w oczy. Ściągnęłam z siebie koszulę nocną i naciągnęłam przez głowę zwykły, zielony T-shirt z jakimiś nadrukami. Odwróciłam się w stronę łóżka w poszukiwaniu jakichkolwiek spodni, ale dostrzegłam tylko palące, niemalże czarne oczy Harry'ego uważnie skanujące każdy mój ruch. Ja pierdolę, myślałam, że już sobie poszedł.
Jego wzrok spoczął na mojej twarzy, kiedy czerwona jak cholera odwróciłam głowę w przeciwnym kierunku.
- Ciekawy pokaz, mogłabyś mi urządzać takie częściej. - puścił mi oczko, a ja tylko otworzyłam usta. Przeszedł obok mnie, po czym opuścił pokój.
Próbowałam wcisnąć na siebie bardzo obcisłe spodnie, potykając się przy tym niejednokrotnie i przeklinając siarczyście pod nosem.
- Spierdalaj. - odpowiedziałam zaspanym głosem.
- Faktycznie, ładny mamy dziś dzień. - odparował znany mi głos, ale zabijcie mnie, nie mogłam skojarzyć kto to.
- Spierdalaj. - powtórzyłam z nadzieją, że ktokolwiek tu jest, zaraz sobie pójdzie.
- Nigdzie się nie wybieram. - uchyliłam lekko jedną powiekę i ujrzałam chłopaka z burzą loków na głowie. Jęknęłam głośno i zakryłam głowę poduszką. Harry zaśmiał się, po czym delikatnie połaskotał moje stopy. Zerwałam się z piskiem do pozycji siedzącej i odgarnęłam opadające na moją twarz włosy.
- Czego? - burknęłam, wciąż niezadowolona z wcześniejszej pobudki.
- Strasznie chrapiesz. - odpowiedział, jak gdyby nigdy nic.
- Jeśli już powiedziałeś to, co miałeś zamiar to możesz sobie iść. -
Obudził mnie, żeby mi powiedzieć, że chrapię?
- Nope. To jeszcze nie wszystko.
- Więc słucham. - wcale nie.
- Spóźnisz się do pracy.
- Która godzina? - otworzyłam szeroko oczy.
- Za piętnaście dziewiąta.
- Kurwa. - wymamrotałam i zeskoczyłam z łóżka.
W pośpiechu zebrałam wszystkie najpotrzebniejsze rzeczy i złapałam do ręki pierwszą bluzkę, która rzuciła mi się w oczy. Ściągnęłam z siebie koszulę nocną i naciągnęłam przez głowę zwykły, zielony T-shirt z jakimiś nadrukami. Odwróciłam się w stronę łóżka w poszukiwaniu jakichkolwiek spodni, ale dostrzegłam tylko palące, niemalże czarne oczy Harry'ego uważnie skanujące każdy mój ruch. Ja pierdolę, myślałam, że już sobie poszedł.
Jego wzrok spoczął na mojej twarzy, kiedy czerwona jak cholera odwróciłam głowę w przeciwnym kierunku.
- Ciekawy pokaz, mogłabyś mi urządzać takie częściej. - puścił mi oczko, a ja tylko otworzyłam usta. Przeszedł obok mnie, po czym opuścił pokój.
Próbowałam wcisnąć na siebie bardzo obcisłe spodnie, potykając się przy tym niejednokrotnie i przeklinając siarczyście pod nosem.
Nałożyłam delikatny makijaż i spięłam włosy w niedbałego koka.
- Harry! - chłopak w ułamku sekundy zmaterializował się przy mnie. Rzucił w moją stronę pytające spojrzenie i ułożył swoje idealne, malinowe usta w dzióbek.
- Podwieziesz mnie? - zrobiłam minę zbitego psa i cierpliwie czekałam na jego odpowiedź.
- Taa. Um... hej, tak poza tym... pomyślałem, że ty i ja... yy... znaczy my... może...
- Moglibyśmy iść dziś razem na lunch? - oszczędziłam mu tortur, choć nie do końca wiedziałam co miał zamiar powiedzieć.
- No, tak. - zgodził się. Ciekawe dokąd mnie zabierze?
- Znam fajną restaurację w pobliżu. Mają całkiem niezłe jedzenie i ogólnie jest tam miło. - zaczerwienił się.
- Cóż, może być. - uśmiechnęłam się lekko.
Gapiliśmy się na siebie jeszcze przez chwilę, aż zdałam sobie sprawę, że jestem poważnie spóźniona do pracy.
- Cholera. - mruknęłam.
Złapałam rękę chłopaka i praktycznie wywlokłam go z domu. Otworzył przede mną drzwi swojego auta, a sam obiegł je dookoła i zajął miejsce kierowcy. Odpalił silnik i wyjechał na drogę. Pędził ulicami łamiąc przy tym przepisy, aż zatrzymał się pod sklepem.
- Widzimy się o czternastej? - upewnił się.
- Tak. - jedź już, bo serio jestem spóźniona. - Do zobaczenia. - uśmiechnęłam się.
Kiwnął głową na znak, że usłyszał i odjechał.
Cicho wślizgnęłam się do sklepu, rozglądając się wokół siebie, w nadziei, że nikt mnie nie zauważy.
- Emily! - ktoś wrzasnął do mojego ucha, a ja podskoczyłam jak poparzona. Przyłożyłam dłoń do bijącego z zawrotną prędkością serca i odetchnęłam głęboko. - Już się martwiłam, że nie przyjdziesz.
- Czy ty mnie chciałaś zabić?! - posłałam mordercze spojrzenie Angie, jeśli się nie mylę. Została niedawno zatrudniona do pomocy w układaniu towarów, dzięki czemu moja przerwa na lunch była dłuższa.
- Proszę, proszę. Kogo my tu mamy? - z zaplecza wyszła moja szefowa i delikatnie szturchnęła mnie w ramię. - Jaką wymówkę przygotowałaś na dziś? - spytała przyjaźnie. Zawsze wiedziałam, że ta babka jest w porządku.
- Samochód mi nie chciał odpalić? - wzruszyłam niewinnie ramionami.
- Och... to trochę dziwne, bo widziałam jak wysiadałaś z auta takiego jednego przystojniaczka. - mrugnęła do mnie. - No, gadaj. Jak ma na imię? Bogaty jest? Przespałaś się z nim? - Boże, weź wyluzuj.
- Ma na imię Harry. Nie wiem ile ma kasy, ale jest słodki i nie! Nie spałam z nim! - kurwa, chyba się zaczerwieniłam.
- Harry, mówisz. - powtórzyła z wielkim bananem na twarzy.* - Hmm, w takim razie chyba mogę darować ci to spóźnienie. - popchnęła mnie delikatnie. - Pod warunkiem, że mi go przedstawisz. - spierdalaj.
- Wpadnie dziś do mnie na przerwie. - niech się na niego chociaż spojrzy, to nie ręczę za siebie.
Dziewczyna zagwizdała i pomachała ręką przed swoją twarzą, udając, że zaraz zemdleje.
Uśmiechnęłam się pod nosem i spojrzałam na zegar, nieświadomie odliczając czas do spotkania z Harry'm.
_______________________________________________________________________________
HELOŁ.
OD RAZU SIĘ WYTŁUMACZĘ.
TO NIE JA NAPISAŁAM W "AKTUALNOŚCIACH", ŻE W ŚRODĘ POJAWI SIĘ NOWY ROZDZIAŁ, TYLKO MOJA KOLEŻANKA. SOŁ, NAWET TEGO NIE ZAUWAŻYŁAM.
OPRÓCZ TEGO, JAK MOŻE ZAUWAŻYLIŚCIE, DODAŁAM SPIS ROZDZIAŁÓW. TAM PO PRAWEJ STRONIE GO ZNAJDZIECIE ------------------------------>
TYLKO ŻE ROZDZIAŁY SĄ NIEUPORZĄDKOWANE W DOBREJ KOLEJNOŚCI, BO JESTEM TAK NIEOGARNIĘTA, ŻE NIE UMIEM TEGO ZROBIĆ. NIEDŁUGO KTOŚ TO NAPRAWI.
AHA. WAŻNA SPRAWA. MOJA PRZYJACIÓŁKA ROBI ZAJEBISTE ZWIASTUNY NA BLOGI I OBIECAŁA, ŻE DLA MNIE RÓWNIEŻ JAKIŚ STWORZY :) THANK YOU.
SZABLON TEŻ MOŻE NIEDŁUGO ULEC JAKIEJŚ ZMIANIE, ALE TO JUŻ RACZEJ ZAUWAŻYCIE SAMI XD
JESZCZE COŚ TAM POWIEM O ROZDZIALE.
WYSZEDŁ JAKI WYSZEDŁ, ALE SPOKOJNIE, JUŻ MAM POMYSŁ NA NASTĘPNY I WIERZCIE MI, ŻE W KOLEJNYM BĘDZIE SIĘ DZIAŁO TROCHĘ WIĘCEJ.
I NA KONIEC.
BARDZO CHCIAŁABYM PODZIĘKOWAĆ ZA ŻYCZENIA ;*
KOCHAM WAS.
MOŻE JESZCZE TRADYCYJNIE JAKIŚ GIF NA ZAKOŃCZENIE.
OSTATNIO MOJA KOLEŻANKA POWIEDZIAŁA, ŻE ONE DIRECTION TO PEDAŁY:
BYE ;)
__________________________________________________________________________
*chodzi o uśmiech :) ostatnio moja koleżanka mi wyjechała z tym tekstem o bananie to się mało nie zeszczałam, a nie przychodził mi do głowy żaden synonim słowa "uśmiech" xd

W końcu :-) Super rozdział <3 z niecierpliwością czekam na nexta
OdpowiedzUsuńNeeext - cholera, nie mogę się już doczekać kolejnego rozdziału i mam nadzieję, że będie równie dobry (jeśli nie lepszy) co ten XD ILY
OdpowiedzUsuń