niedziela, 18 maja 2014

Rozdział 11.

Na samym początku chciałabym bardzo podziękować mojemu kochanemu Anonimkowi, za wytrwałe komentowanie każdego rozdziału ♥

***
(Harry)

W końcu udało nam się zjeść normalny obiad. Potem zaproponowałem Emily wyjście na lody, na które z chęcią przystała. Przeszedł mnie przyjemny dreszcz, gdy dziewczyna wytarła moją twarz chusteczką, bo ubrudziłem się swoim lodem. Spacerowaliśmy beztrosko, co chwila wybuchając śmiechem, kiedy na przemian opowiadaliśmy sobie żarty. Nie wspominałem nic o dzieciństwie, bo wiedziałem, że jest to dla niej bardzo trudny temat. Louis opowiedział mi o jej rodzinie, jeśli tak nieczułych ludzi można w ogóle nazwać rodziną. Zapragnąłem dać jej choć chwilę szczęścia, pokazać jak wspaniałe może być życie. Nie wiem, czemu tak bardzo zależało mi, żeby mnie polubiła. Litość? Nie, to nie to. Zauroczenie? Być może. Wiedziałem tylko, że ona nie jest w stanie nikogo pokochać. Przynajmniej tak sobie wmawiała. Gdybym tylko mógł, wziąłbym ją teraz w ramiona i szeptał w jej piękne, długie włosy uspokajające słowa. Nie była przyzwyczajona do takich zachowań. Czułem jej konsternację, kiedy próbowałem złapać ją za rękę lub przytulić. Jak to możliwe, że taka piękna, mądra i urocza dziewczyna nie ma nikogo, kto dażyłby ją jakimś głębszym uczuciem? Każdy z nas zasługuje na miłość. Nieważne czy jest głupi, mądry, ładny czy brzydki. Po prostu każdy powinien znaleźć swoją drugą połówkę. Niektórzy ludzie źle trafiają. Wydaje im się, że to miłość, gdy naprawdę kieruje nimi tylko pożądanie, które z czasem wygasa. Tak właśnie stało się z moimi rodzicami. Pożądanie wygasło, a jedyną "pamiątką" po ich małżeństwie byłem ja. To smutne, chciałbym w przyszłości być z kimś, kto będzie mnie kochał ponad wszystko, kto będzie gotowy rzucić w cholerę cały świat, aby tylko spędzić trochę czasu ze mną. Może to jest trochę egoistyczne, ale spójrzmy prawdzie w oczy, każdy z nas chciałby mieć zapewnioną taką przyszłość. Ja nie byłem tego wyjątkiem. Może niezbyt często mówiłem o swoich uczuciach, ale to dlatego, że nigdy nie było przy mnie nikogo, kto by się tym interesował. Oczywiście mogłem zawsze liczyć na matkę, ale małemu chłopcu przydałby się ojciec, uczący go jeździć na rowerze, grać w różne głupawe gry i podrywać dziewczyny. Potrzebny mi był wzór do naśladowania, gdy w młodości tak bardzo pragnąłem autorytetu. Zawsze brałem przykład z mojej mamy. Troszczyła się o mnie. Moje zachcianki stawiała ponad wszystko, ostatnie, ciężko zarobione pieniądze wydając na jakieś głupoty, które zapragnąłem mieć tylko dlatego, że któryś z moich pojebanych kolegów już coś podobnego posiadał. Kiedy odszedł od nas ojciec byłem zły. Pierwszy raz odczuwałem taką wściekłość do drugiej osoby. Matka powtarzała mi, że bardzo się cieszy, że nas opuścił. Twierdziła, że nie zasłużył na naszą miłość i szacunek. Może kiedy byłem mały wierzyłem w takie bzdury.
W rozmyślaniach przeszkodził mi pisk dochodzący z któregoś z pokoi. Emily! Jeszcze nigdy w życiu nie biegłem tak szybko. Przeskakiwałem po kilka schodków, aby po kilku sekundach wpaść do pokoju dziewczyny. Złapałem pierwszą rzecz, która leżała najbliżej, wazon na kwiaty. Szeroko otwartymi oczami spojrzałem na Emily. Jej usta były otwarte, kiedy patrzyła na mnie przestraszona. Po chwili zaczęła się śmiać. Odwróciłem się w drugą stronę i rozejrzałem się zdezorientowany po pokoju. Kiedy nie namierzyłem nikogo, ani niczego podejrzanego, wróciłem wzrokiem na sprawczynię całego zamieszania. 
- Czemu tak piszczałaś? - zapytałem wreszcie, nadal próbując unormować oddech.
- Na ścianie jest p-pająk. - wydukała pomiędzy kolejnymi napadami śmiechu. Po jej policzku spłynęła pojedyncza łza, spowodowana prawdopodobnie jej ciągłym chichraniem się. Co w tym takiego śmiesznego? Martwiłem się o nią.
- Myślałeś, że coś mi się stało? - zakryła usta dłonią, jakby starała się opanować. - Dlatego masz to? - wskazała ręką na wazon.
- Ja pierdolę. - westchnąłem tylko i schowałem twarz w dłonie. Co jej miałem powiedzieć? 
"Chciałem ogłuszyć potencjalnego włamywacza wazonem?" 
No, chyba nie.
Emily usiadła obok mnie i nadal cicho się śmiejąc złapała moją rękę.
- Dziękuję. - złożyła delikatny pocałunek na moim policzku, którego kolor natychmiast zmienił się na różowy. Zaplotłem ręce na jej talii i ułożyłem głowę pomiędzy jej szyją, a głową. Trwaliśmy w takiej pozycji jeszcze przez chwilę. Upajałem się jej pięknym zapachem, starając się jakoś zapisać w pamięci tę chwilę. 
Poczułem jak dziewczyna delikatnie stara się mnie zepchnąć. Co to, to nie. Ja tak łatwo się nie poddaję.
- Harry. - jęknęła marudnie. 
- Co? - udawałem, że nie zrozumiałem, o co jej chodzi.
- Nie to, żeby coś, ale... - przerwała, a ja spojrzałem na nią wyczekująco.
- Ten pająk nadal tu jest. - skończyła i znów wybuchnęła śmiechem. Nawet nie próbowałem się powstrzymać i zaraz do niej dołączyłem.
- Dobra, dobra. Już go biorę. - mrugnąłem do niej. W odpowiedzi przygryzła dolną wargę. Patrzyła, kiedy wynosiłem z jej pokoju małego pajączka. Serio? Przestraszyła się takiego czegoś? Na jej twarzy zagościł wyraz niezadowolenia.
- Tylko go nie zabijaj! - krzyknęła za mną. Pokręciłem głową z uśmiechem. Miałbym zabić stworzenie, dzięki któremu przytuliłem Emily? Nigdy.
- Nara, stary. - powiedziałem do pajączka, po czym wyrzuciłem go za okno.
Cóż za fascynujący dzień. 

_____________________________________________________
PRZEPRASZAM! 
CHOLERNIE WAS PRZEPRASZAM!
MOI NAJMILSI, ŻEBY NIE BYŁO, MAM WYTŁUMACZENIE. 
WIĘC. WCZORAJ MIAŁAM BAL I TAŃCZYLIŚMY POLONEZA I TAŃCZYŁAM Z TAKIM ZAJEBISTYM CHŁOPAKIEM XD
PO DRUGIE. NASZYM KOCHANYM WCALE NIE NAUCZYCIELOM PRZYPOMNIAŁO SIĘ OSTATNIO, ŻE NIEDŁUGO KONIEC ROKU I WSZYSCY, KURWA NARAZ ZACZĘLI NAM ROBIĆ SPRAWDZIANY. TERAZ TO JUŻ NIE MA BATA, TRZEBA SIĘ UCZYĆ.
OPRÓCZ TEGO,  MAM DZISIAJ IMIENINY. OLA JESTEM XD. I BYŁO U MNIE W CHUJ DUŻO GOŚCI, CHOCIAŻ TAK JAK WCZEŚNIEJ WSPOMNIAŁAM, TO TYLKO IMIENINY ;O
MAM NADZIEJĘ, ŻE WYBACZYCIE I LICZĘ NA WASZE OPINIE O TYM ROZDZIALE. POSTANOWIŁAM, ŻE NIE BĘDĘ WAS ZMUSZAĆ DO KOMENTOWANIA. NIE CHCECIE? OKEY. JEDNAK KAŻDY KOMENTARZ TO DLA MNIE WIELKA RADOŚĆ. OGROMNA WRĘCZ :)
TO CHYBA TYLE ODE MNIE. 
DO NASTĘPNEGO ♥
BYE.

TO JESZCZE, ŻEBY WAM POPRAWIĆ HUMOR.

JA I MOJA PSIAPSIÓŁA JAK GADAMY O TYM ZAJEBISTYM CHŁOPAKU, Z KTÓRYM TAŃCZYŁAM POLONEZA XD



ZAUWAŻYŁAM, ŻE MY JAKOŚ WCZEŚNIE MIELIŚMY TEN BAL. KAŻDY DOPIERO UCZY SIĘ TEGO TAŃCA, A MY JUŻ PO :(
DOBRA, MNIEJSZA O TO.
TERAZ TO JUŻ SERIO.
BYE :)


3 komentarze:

  1. Super rozdział!!! :-) szczeże to mam wrażenie że piszesz coraz lepiej :-D Jaram się twoim szczęściem (polonez) <3 Ja jeszcze nie wiem z kim będę tańczyć ale pewnie trafi mi się jakaś ciota znając życie :-( LUDZIE, PROSZĘ KOMENTUJCIE!!! Naprawdę jej się należy za tą robotę jaką dla nas odwala :-*

    OdpowiedzUsuń
  2. Omg, miałaś imieniny? Naaaj! Jezu, Ola to takie ładne imię :) też bym takie chciała :(
    Zajebisty rozdział robi się coraz ciekawiej! Czekam na nexta ;*

    OdpowiedzUsuń