Usiedliśmy przy stoliku w małej, przytulnej restauracji. Jednak czułam się trochę niezręcznie, bo wokół znajdowały się pary, które bez żadnego wstydu, jakby to powiedzieć, okazywały sobie uczucia. Tak, migdaliły się na moich oczach.
- Dajmy im odrobinę prywatności. - wyszeptał Harry do mojego ucha, w jego głosie wyczułam nutkę rozbawienia. O Boże, jak długo się tam gapiłam? Przytaknęłam lekko i bez patrzenia w lustro wiedziałam, że jestem czerwona jak cholera.
- No chyba że też byś tak chciała. - dodał przyglądając mi się z uśmiechem.
- Um... tak. Znaczy... nie! Sama już nie wiem. - czym ja się denerwuję? Jestem na normalnym obiedzie z kolegą.
Którego wcale nie znasz...
Ugh, głupia podświadomość. Może faktycznie trochę go wypytam?
Och... tak jak ostatnio?
Och. Zamknij się. - pomyślałam robiąc głupią minę, na co Harry spojrzał na mnie pytająco.
- Nic, nic. - wtopa.
Kiwnął głową i ruchem ręki przywołał do stolika kelnera.
- Emily? Cholera, długo żeśmy się nie widzieli. - facet wyszczerzył swoje równe zęby w uśmiechu. Odwzajemniłam go, ale nadal nie mogłam się zorientować, co to za gość.
- Naprawdę mnie nie poznajesz? - kurwa, koleś, przestań się tak cieszyć, bo coś czuję, że Harry za chwilę straci cierpliwość.
- Nie. - zaprzeczyłam i odwróciłam wzrok na menu leżące przede mną, licząc, że typ zaraz sobie pójdzie. No, chyba nie. Stał tam i dalej się na mnie patrzył, niemal rozbierając mnie wzrokiem, który za chwilę spoczął na Styles'ie.
- David. - chłopak wyciągnął rękę w jego stronę. Harry przyglądał mu się uważnie, by po chwili odpowiedzieć.
- Z tego co wiem, to przedstawianie się nie należy do głównych obowiązków kelnera. Powinieneś chyba przyjmować zamówienia. - dajże spokój.
- David? - nagle mnie olśniło. - To naprawdę ty?
- Oczywiście, że ja, skarbie. - żadne z nas nie zwracało uwagi na Harrego, który aż gotował się ze złości.
- Jak ja strasznie za tobą tęskniłam. - wtuliłam się w jego umięśniony tors, okryty jedynie białym podkoszulkiem i rozpiętą, firmową koszulą.
- Jasne, musiałaś rzeczywiście tęsknić, skoro nawet mnie nie poznałaś. - powiedział sarkastycznie.
- Spadaj. - zaśmiałam się i zarzuciłam ręce na jego szyję.
Usłyszałam głośny trzask i po chwili zauważyłam wychodzącego przez drzwi Styles'a. Krzesło, na którym siedział chwilę wcześniej, leżało już przewrócone na podłodze.
- Przepraszam. - mruknęłam odrywając się od Davida i ponownie podniosłam krzesło.
- Nic się nie stało, ale mam wrażenie, że on jest lekko zdenerwowany.
- Taak, leciutko. - westchnęłam. - Do zobaczenia. - kąciki moich ust same uniosły się do góry. Pamiętam Davida jeszcze ze szkoły. Na początku nie najlepiej się dogadywaliśmy, ale z czasem staliśmy się wspaniałymi przyjaciółmi. Cóż, dopóki nie dowiedział się o moich rodzinnych problemach. Koniecznie chciał mi pomóc, lecz byłam tak uparta, że wciąż odmawiałam. Postanowiłam nie wywlekać tych wspomnieć i żyć chwilą.
- Cześć. - uwolnił mnie z uścisku i spojrzał w stronę wyjścia. Przy szybie stał Harry i z pochmurną miną przyglądał się naszej rozmowie. Boże, wyglądał jak taki pies ogrodnika. Walczyłam ze śmiechem, który za wszelką cenę próbował wydostać się z moich ust.
Już miałam do niego wyjść, kiedy zatrzymała mnie ręka Davida leżąca na moim ramieniu. Spojrzałam na niego lekko zaskoczona.
- Daj mi swój numer. - poprosił. Wzięłam od niego komórkę i wstukałam numer swojego telefonu, po czym oddałam mu go z powrotem. - Dzięki.
Mruknęłam coś na kształt "nie ma za co", ale nie byłam pewna czy usłyszał.
Opuściłam budynek i w tym samym czasie wzrok Harry'ego skierował się w przeciwną stronę. Czyli foch.
- Długo się tak będziesz zachowywał? - przygryzłam wargę i podeszłam do niego. Odsunęłam te niesforne loki z jego czoła i spojrzałam mu w oczy.
- Może. - bąknął. Westchnęłam zrezygnowana.
- Przecież ty i ja to tylko przyjaciele. Już to sobie wyjaśniliśmy.
Brak odpowiedzi. Jezu, ona ma większe humory niż ja podczas okresu.
- Hej, powiedz coś. - wspięłam się na palce i musnęłam ustami jego czoło. No jak się teraz nie odezwie, to ja już nie wiem, co mam robić. Jego głowa spuszczona była nisko, przyglądał się swoim butom z wielką ciekawością. Mimo to, zobaczyłam jego zaróżowione od mojego gestu policzki.
- Już w porządku? - zapytałam.
- Mhm. - miło, żeś się w końcu odezwał.
Złapał mnie za rękę i poprowadził wzdłuż ulicy.
- Gdzie idziemy?
- Nadal jestem głodny. - odpowiedział, a ja cieszyłam się, że jego humor się polepszył.
_________________________________________________________________________
SIEMKA.
WIĘC TAK: ROZDZIAŁ JEST NIESPRAWDZONY, TAKŻE PEWNIE BĘDĄ JAKIEŚ BŁĘDY.
JEST TEŻ KRÓTKI, A TO DLATEGO ŻE ZARAZ JADĘ DO LEKARZA I KONIECZNIE CHCIAŁAM WAM GO DODAĆ JAKOŚ WCZEŚNIEJ, ŻEBYŚCIE NIE MUSIELI CZEKAĆ, BO JESTEM TAK LENIWA, ŻE WIECZOREM NIE CHCIAŁOBY MI SIĘ PISAĆ.
AJM SOŁ SORY.
PRZY POPRZEDNIM ROZDZIALE BYŁ JEDEN KOMENTARZ (ZA KTÓRY BARDZO DZIĘKUJĘ <3), WIĘC NIE MOGĘ PRZEPROWADZIĆ KONKURSU. POTRZEBA MI TAK PRZYNAJMNIEJ SZEŚCIU PRZY JEDNYM ROZDZIALE.
ROZDZIAŁ JEDENASTY POJAWI SIĘ PEWNIE GDZIEŚ OKOŁO SOBOTY/NIEDZIELI.
JESZCZE JEDNA RZECZ. DODAŁAM DO ZAKŁADKI BOHATEROWIE DAVIDA, GDYBY KTOŚ CHCIAŁ OGARNĄĆ JEGO WYGLĄD :)
POZDRAWIAM WAS BAAARDZO MOCNO ;*
BYE.

Nie ma za co kochanie :-* super rozdział <3 LUDZIE PROSZE KOMENTUJCIE!!!!!!!!!!
OdpowiedzUsuńHihi Harry zazdrośnik ^^ pewnie mnie kojarzysz z poprzednich komentarzy więc nie będę tu przedstawiać tzw. Historii mojego życia ale powiem tylko, że coraz lepiej to wygląda... :) czekam na next i LUDZIE KOMENTUJCIE !! WIEM, ŻE KTOŚ TO CZYTA !!
OdpowiedzUsuń