- Emily?! Kurwa mać, co ty masz na sobie?! - jego wzrok przeniósł się na Harrego.
- Emily. - wziął głęboki wdech. - Czy wy... - z obrzydzeniem wymalowanym na twarzy wykonał palcami kilka kółek w powietrzu. - Czy wy ze sobą... spaliście? - powiedział wyjątkowo nisko, jak na ten jego piskliwy głosik.
- A co cię to interesuje? Przecież jestem taka wkurwiająca. - przekrzywiłam głowę w bok, nadal intensywnie wpatrując się w jego oczy. - Nie musisz się już o mnie martwić. Nie będę ci więcej przeszkadzać. - wymusiłam uśmiech, jednak coś podpowiadało mi, że nie do końca uwierzył.
- Ja tak nie powiedziałem! Harry to wymyślił, żebyś się do niego
wprowadziła! Podobasz mu się, dlatego chciał mieć cię trochę bliżej! Poważnie myślisz, że zaprosiłbym cię do siebie, gdybym tego nie chciał? Przecież mnie znasz! - wydarł się na mnie. Miał rację. To on był przy mnie zawsze, niezależnie od sytuacji, w jakiej się znajdowałam. Pocieszał mnie i obiecywał, że będzie dobrze. Powinnam być mu wdzięczna, a nie słuchać kogoś, kogo nie znam i kto nie zna mnie. Z rozmyślań wyrwał mnie głos Harrego.
- Daj jej spokój Louis. Ona potrzebuje czasu. - warknął wściekle. - Już o tym rozmawialiśmy.
- Nie. Z tego co wiem, to rozmową można nazwać wymianę zdań między osobami. A tak się składa, że to tylko ty pierdoliłeś jakieś bzdury, że powinienem pozwolić jej odejść.
Co?
- Co? - powtórzyłam na głos swoje myśli.
- Chodziło mi o to, że... chciałem.... to znaczy... - jąkał się Harry.
- Wysłowisz się wreszcie czy nie?!
- Chcę, żebyś ze mną mieszkała. Zrobiłem się zazdrosny, gdy Lou opowiadał mi jaki to on ma skarb w domu, jaka jesteś piękna i inteligentna. Ja tymczasem byłem samotny jak palec. Spójrz - zakręcił się wokół własnej osi. - Jestem tu sam. Bez nikogo. Chcę... to znaczy, chciałbym, żebyś mieszkała u mnie.
- Nie przeszkadzam ci? Masz własne życie i swoje problemy. Jeszcze ja...
- Nie. Bardzo się cieszę, że jesteś tu ze mną. Nie powinnaś mieć wyrzutów sumienia. - pewnie, że nie powinnam, to on mnie zmanipulował.
- Tak, w zasadzie tak. - delikatny uśmiech pojawił się na jego twarzy i chyba nie spodziewał się tego, co wydarzyło się chwilę później.
Louis w ułamku sekundy przyparł go do ściany i zacisnął palce na jego koszulce.
- Co ty sobie myślisz?! Zabierasz mi dziewczynę i próbujesz mydlić jej oczy! Ja wiem jaki ty, kurwa, jesteś! Chcesz, żeby była twoją panienką na jedną noc?! To powiem ci szczerze, że prędzej przefarbuję się na rudo, niż do tego dopuszczę! - wydarł się chłopak.
- Twoją d-dziewczynę? - zająknął się Harry. Zupełnie jakby z całej wypowiedzi mojego przyjaciela wychwycił tylko to zdanie. Przeniósł smutny wzrok na mnie.
- Całowałaś się ze mną, mając chłopaka? - zapytał cicho.
Pokręciłam przecząco głową. Nie mogłam znaleźć odpowiednich słów, aby się bronić. Oczywiście, że Louis nie był moim chłopakiem. Nie wiem czemu to powiedział. Chciał w nim wzbudzić zazdrość? Złość? Liczył, że Harry się wścieknie i każe się wynosić? Na jego twarzy nie widziałam żadnej z tych emocji. Stał tam z obojętnym wyrazem twarzy. Jego oczy, które do tej pory miały piękny, zielony kolor, teraz były niemal czarne. Przez lekko rozchylone usta wydobywały się postrzępione oddechy. Czemu tak się zachowuje? Przecież dopiero się poznaliśmy. Nie mógł, zwyczajnie nie mógł nic do mnie czuć.
Louis przyglądał mi się spod lekko przymrużonych powiek. Pewnie liczył na jakikolwiek protest z mojej strony. Nie doczekał się.
- Emily, no zlituj się! Znacie się dwa dni, a ty z nim mieszkasz? To się robi śmieszne. Harry nigdy nie miał dziewczyny i nigdy nie będzie miał. On jest strasznym chujem! - zakończył.
- Myślę, że Harry lepiej wie czy chce mieć dziewczynę. - w końcu się odezwałam.
Ręce mojego przyjaciela bezwiednie zsunęły się wzdłuż ciała. Harry podniósł na mnie swoje zaszklone oczy i widziałam w nich iskrę nadziei.
- Chcesz mieć dziewczynę? - zapytałam, nie będąc do końca pewna jego odpowiedzi.
- Tak. - wyszeptał.
Przyłożyłam dłoń do jego policzka i ostrożnie przejechałam nią wzdłuż linii jego szczęki.
- Będziesz musiał jej poszukać gdzie indziej. Ja nie jestem gotowa, żeby kochać. - odpowiedziałam równie cicho.
W jego oczach widziałam tylko rozpacz. Dobry z niego aktor. Odchrząknął i przygryzł nerwowo wargę.
- Zostaniesz tu chociaż? - powiedział już normalnym głosem. Ach... czyli na tym mu zależy.
- Jeśli nie masz nic przeciwko. - no, zgodziłam się, ale jakie miałam wyjście? Muszę gdzieś mieszkać.
- Ale ja mam! - odezwał się głos z nami. Wtedy przypomniałam sobie, że w pokoju nadal stoi Louis. - Nigdzie nie zostajesz. Jedziesz ze mną do naszego domu. - zrobił nacisk na przedostatnie słowo.
- To chyba jej decyzja. - zakończył jego gadanie Harry.
Boo-Bear zrobił naburmuszoną minę i spiorunował go wzrokiem, ale chłopak zdawał się nic sobie z tego nie robić. Obaj popatrzyli na mnie wyczekująco, a ja tylko zarzuciłam ramiona na szyję Lousia.
- Uff... wiedziałem, że nie jesteś głupia. Każdy ma kiedyś takie swoje "momenty".
Uśmiechnęłam się do siebie, po czym powiedziałam:
- To był uścisk pożegnalny. - wyjaśniłam mu. - Wracaj do domu i się o mnie nie martw. - jego usta ułożyły się w literę "o", więc poklepałam go po plecach.
- Dam sobie radę. - posłałam mu uspokajający uśmiech, którego nie odwzajemnił.
- Zobaczymy. - zagroził. - Jeszcze do mnie wrócisz z płaczem i złamanym sercem. - dokończył, po czym wyszedł trzaskając drzwiami.
- Więc... - zaczęłam.
- Więc... - powtórzył Harry. Nie, w ogóle nie jest niezręcznie.
- Słuchaj, ja nie chcę, żeby to tak wyglądało. - odetchnęłam.
- Ja też nie. - potwierdził.
- I wiesz, że nie musisz się ze mną we wszystkim zgadzać? - zapytałam.
- Yyy... tak. - odparł z wahaniem, a ja zaśmiałam się cicho.
- Chodźmy na ten obiad, bo strasznie zgłodniałam od tych wszystkich kłótni.
Nie odpowiedział, tylko złapał mnie za rękę i zaprowadził do pokoju, w którym leżały moje buty. Gestem wskazał, abym usiadła. Zrobiłam jak kazał i zdziwiłam się, kiedy ukląkł i powoli wsunął mi na stopy moje vansy. To było dziwne. Zarumieniłam się jak idiotka, ale jemu to się chyba spodobało. Połaskotał mnie delikatnie i podniósł się z podłogi. Pomógł mi założyć sweter i zgarnął z szafki kluczyki do samochodu.
- Chodź. - uśmiechnął się miło. Zamknął za nami drzwi do domu i udaliśmy się w stronę auta.
Wspięłam się na siedzenie i zapięłam pasy. Po chwili już jechaliśmy w stronę restauracji, znajdującej się kawałek drogi od jego posiadłości.
_______________________________________________________________________________
Hej :)
Na początek:
PRZEPRASZAM
Strasznie mi przykro, że tak długo musieliście czekać na rozdział, ale nie miałam czasu nic napisać przez ostatnie kilka dni ;c
Sorry również za to, że rozdział przerwany jest w takim momencie, ale starałam się, żeby był dłuższy. Mam wenę, więc już teraz zabieram się za pisanie dalszej części 10.!
Nie chciałam, żebyście czekali, dlatego podzieliłam ten (10.) na dwie części.
Mam nadzieję, że za bardzo nie skomplikowałam.
SOŁ, DALSZY CIĄG BĘDZIE JUTRO I JAKBY TO POWIEDZIEĆ, TROCHĘ BĘDZIE SIĘ DZIAŁO.
To chyba tyle z mojej strony.
AAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAA, JEDNAK JEST COŚ JESZCZE.
Z tym konkursem to jeszcze trochę zaczekam, bo jest mało komentarzy. Ja po prostu muszę wiedzieć ile was tu jest.
WIĘC TY! TAK, TY! DO CIEBIE MÓWIĘ! SKOMENTUJ TEN ROZDZIAŁ, BARDZO PROSZĘ. TYLKO TEN, TO NIE JEST DUŻO :)
Do jutra <3

W końcu kochanie sprawdzałam co chwilę <3<3<3 Super rozdział czekam na nexta :-*
OdpowiedzUsuń